Wszystkie osoby i instytucje, które chcą włączyć się w promocję Żołnierzy Tułaczy mogą pobrać nieodpłatnie ich biogramy z serwera ftp
ftp: ftp.okcjo.com.pl
login: wrzutnia2.okcjo.com.pl
hasło: eSoEkH4G
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski (1881-1942)
PIERWSZY UŁAN II R P
Bolesław Wieniawa Długoszowski (1881-1942)
Doktor medycyny, poeta, malarz, znawca i historyk sztuki, którą studiował w Berlinie i Paryżu, dyplomata i strateg,
z wyboru żołnierz, Pierwszy Kawalerzysta Rzeczypospolitej, władający perfekcyjnie siedmioma językami, adiutant
i doradca, i szczery przyjaciel Józefa Piłsudskiego, a nade wszystko człowiek o wysokiej kulturze i inteligencji, otwarty, dowcipny i bezpośredni, lubiany i podziwiany przez przełożonych, podwładnych i wszystkich, którzy
go znali.
Same przymioty. A wady? Były i wady, ale głosili je właśnie ci, którzy z różnych względów (politycznych też) dezawuowali wszystko, co dotyczyło Długoszowskiego; każdy awans, wyróżnienie, jego życie rodzinne i towarzyskie krytykowano, wymyślano jakieś niesamowite historie (jedna pani, innej pani jako „sekret”), ale była to przeważnie zwykła ludzka zazdrość. Najczęściej krytykowali ci, którzy go nie znali, a nie znali może dlatego że Wieniawa, choć wszystkich traktował poważnie, z szacunkiem i godnie, przebywał raczej w określonym towarzystwie, wśród określonych przyjaciół. Fakt ten należy też zapisać „na plus”.
Pamiętam, jak jeden z krytyków filmowych przedstawiał Długoszowskiego jako birbanta, pijaczka i (przepraszam) babiarza, włóczącego się po podejrzanych lokalach i knajpach. Dziś wiem, że to tylko zwykłe kłamstwa. Nikt nigdy nie widział Wieniawy na „dobrym rauszu”. Zawsze zachowywał umiar, w każdej sytuacji był prawdziwym dżentelmenem. Żartował, że jego dewiza to trzy „k”: koń, koniak, kobiety – w takiej właśnie kolejności. Gdy
na przyjęciu w klubie oficerskim któryś z młodszych oficerów zbyt dużo wypił alkoholu, starszy stopniem podchodził do niego z kieliszkiem i powiedział głośno: „pańskie zdrowie, panie poruczniku”, co oznaczało,
że delikwent ma dosyć i musi opuścić towarzystwo (opuszczał je natychmiast). A teraz nieco szczegółów.
Bolesław Długoszowski herbu Wieniawa urodził się 22 lipca 1881 roku we wsi Maksymówka w powiecie Dolińskim, blisko Stanisławowa. Ojciec jego, również Bolesław, był z zawodu inżynierem, a ponieważ pochodził z rodziny inteligencko-ziemiańskiej, w roku 1887 zakupił majątek Bobowa pod Grybowem, aby kontynuować ziemiańskie tradycje. Tam właśnie młody Bolesław spędził dzieciństwo. W swoich wspomnieniach opisuje długie spacery, dróżki
i gościńce z gęsto sadzonymi drzewami owocowymi, a potem szaleńcze eskapady konne po lasach i bezdrożach.
Do szkół młody panicz uczęszczał we Lwowie, ale niesamowita fantazja, połączona z nieprzeciętną inteligencją nie wpływała poprawnie na tok edukacji. Można tylko domniemywać – co się rzadko spotyka – że uczeń wiedział więcej niż nauczyciel. W każdym razie młody Wieniawa jako ekstern zdał maturę w Nowym Sączu w roku 1900, a następnie rozpoczął studia na Uniwersytecie Lwowskim, by w roku 1906 otrzymać dyplom doktoranta medycyny. Krótko pracował w klinice i zakładach medycznych. W każdej wolnej chwili brał udział w licznych spotkaniach
ze środowiskiem lwowskiej cyganerii literackiej, gdzie nawiązywał trwałe przyjaźnie. W powszechnie znanej kawiarni Schneidra poznał wielu wybitnych przedstawicieli kultury, pisarzy, artystów i poetów. W tym samym 1906 roku ożenił się z początkującą śpiewaczką Stefanią Calvas i oboje wyjechali na studia do Berlina, a potem do Paryża. Tam został współtwórcą Towarzystwa Artystów Polskich (rok 1910), wspólnie z takimi wybitnymi ludźmi jak Wacław Sieroszewski, Oskar Miłosz, Władysław Reymont, Andrzej Strug, Bronisława Ostrowska czy Stefan Żeromski.
Tam, w Paryżu uczestniczył również w poznawaniu tajników wiedzy wojskowej w Kole Nauk Wojskowych.
Tu spotkał po raz pierwszy Józefa Piłsudskiego, który zrobił na nim przeogromne wrażenie, a spotkanie z Wodzem całkowicie odmieniło dotychczasowe życie młodego medyka i dobrze zapowiadającego się literata. Otóż 21 lutego 1914 roku w wielkiej auli Towarzystwa Geograficznego w Paryżu odbyło się spotkanie Józefa Piłsudskiego
z paryskim Kołem Nauk Wojskowych, którego członkami byli młodzi polscy emigranci, studenci, artyści, działacze kultury i organizacji strzeleckich. Owo spotkanie tak opisuje Długoszowski: „… dla mnie Galicjanina od roku 1906, mieszkającego za granicą, Józef Piłsudski był niepojętą, niezrozumiałą, a nęcącą legendą. Zobaczyłem go w końcu
w Sali Société Geographiqe na odczycie; nie był to odczyt, ale wykład. Jego postać pochylona, odziana w czarny, niemodny tużurek z przykrótkimi rękawami, odbijała się niezatartym obrazem na jakichś najczulszych kliszach,
w mym sercu, w duszy i mózgu. Z jego oczu jasnych, lecz zaciemnionych chmurą krzaczastych brwi, z gestów jego wyrazistych, w których nierzadko prawa dłoń ściśnięta w pięść, spadała z groźnym hukiem na stół (…) Odczyt miał na celu propagowanie idei wojskowości wśród Polaków. Przedstawiwszy obraz sytuacji politycznej w Europie pokazał Piłsudski możliwości zagmatwań i burz, w których Polacy winni umieć czynem upomnieć się o swoje prawa (…). Czego ja właściwie chcę od panów – tak kończył swe przemówienie Komendant – o co proszę, do czego nawołuję. Wiedzeni chęcią i ciekawością wiedzy, szukacie jej w sławnych na cały świat uczelniach, wgryzacie się w jej tajniki
w pracowniach i laboratoriach. Istnieje jedna nauka, jedna wiedza ze wszystkich najstarsza i niezmiennie ciekawa – jest nią wiedza wojenna (…) nie zapominajcie, że historia pod pewnym względem jest właściwie historią wojen (…), nakłaniam więc panów, abyście cząstkę waszego czasu, kilka godzin tygodniowo odebranych rozrywce lub kawiarnianej nudzie poświęcili historii wojen.
W tym momencie grzmot hucznych oklasków w wypełnionej młodzieżą Sali wskazywał, że słowa Komendanta znalazły nie tylko u nas gorący oddźwięk, ale i nadzieję, nadzieję na wolność w ukochanej ojczyźnie (…).
„Pusty od dzieciństwa bęben, zuchwały i krnąbrny chłopak, rozwarcholony i bezdogmatyzujący (tu niezdecydowany) dyletant, pierwszy raz w życiu zrozumiałem, co to jest rozkaz służby”. Tak zakończył Wieniawa wspomnienia
o spotkaniu z Marszałkiem.
A potem wymarsz. 6 sierpnia 1914 roku Długoszowski wymaszerował z Krakowa z Pierwszą Kompanią Kadrową,
a 17 listopada 1918 roku po przeszło czterech latach wojny stawił się ponownie do służby Piłsudskiego, już
w niepodległej Polsce.
Natychmiast objął stanowisko adiutanta Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. W tym czasie rozstaje się z żoną
i zakłada nową rodzinę, biorąc ślub z Bronisławą Berenson. W rok później przychodzi na świat jedyna córka Zuzanna.
W czasie wojny polsko-bolszewickiej Wieniawa już jako rotmistrz, a nieco później major jest cały czas przy Piłsudskim. To były według Wieniawy najpiękniejsze i najbardziej ekscytujące lata w jego życiu.
Długoszowski w swoich wspomnieniach (wymarsz i inne wspomnienia) opisuje walkę, trud żołnierski, radość
z odnoszonych zwycięstw i gorycz z powodu porażek. Wiele słów poświęca Komendantowi , którego po prostu uwielbiał i szczerze podziwiał, a była to „miłość” z wzajemnością. W wolnym czasie godzinami mogli rozmawiać
o życiu, o wojsku, o nauce, sztuce i polityce, grali w szachy u stawiali pasjanse (ulubione dwie rozrywki Marszałka).
W roku 1926 jako pułkownik obejmuje wymarzone dowództwo 1 Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego. Na tym stanowisku pozostaje przez rok. Później pełni funkcje niekiedy jednocześnie: Pierwszego Oficera Sztabu Generalnego w Inspektoracie Sił Zbrojnych, Dowódcy Pierwszej Brygady Kawalerii i Komendanta Garnizonu
m.st. Warszawy.
1 stycznia 1932 roku otrzymuje awans na generała brygady. Żegnając się z żalem ze swoją kawaleryjską przeszłością i zamieniając okrągłą czapkę szwoleżera na generalską rogatywkę, kazał sobie wydrukować bilety wizytowe: „Generał Wieniawa Długoszowski były pułkownik”.
Rok 1935 – smutek i rozpacz. Długoszowski jest bowiem obecny w najściślejszym gronie rodziny przy śmierci swojego Wodza, przyjaciela i powiernika – Józefa Piłsudskiego, a kilka dni później prowadził delegację oddziałów kawaleryjskich w ostatniej defiladzie przed trumną Marszałka na Polu Mokotowskim.
W „Kwiatach Polskich” wspomina tę chwilę Julian Tuwim: „nabrzękła z płaczu twarz Wieniawy, gdy na tańczącym koniu wiedzie pogrzeb Marszałka”…
„Wspomnieniami można się czasem upić – notuje Wieniawa w swoim pamiętniku, ale żyć tylko nimi nie można.
Nie można? Po latach wyrzeczeń, żołnierskiego trudu, teraz z całą Polską, zwłaszcza z całą bracią żołnierską mamy wspomnienia, którymi nie tylko my żyć będziemy. Starczy i dla następnych pokoleń na strawę nie jałową wspomnień z tej wojny, w której dobiliśmy się ojczyzny, a później musieliśmy ją obronić przed zaborczymi zakusami, ubranymi
w obłudę, kłamliwe hasła; z tej wojny, w której biliśmy się o wszystko i za wszystko: za wiarę, za wolność o godność osobistą, o honor, za ojców, za siebie i dla naszych potomków”.
Słowa te są jakby przesłaniem sprzed osiemdziesięciu laty ,ale jakże wydają się być aktualne. Dzisiaj nie szanujemy zdobytej wolności, a honor, godność i prawość i sprawiedliwość to „towary” deficytowe, trudno osiągalne.
Kiedyś nie prowadziło się „dyskusyjek” lub ulicznych „wywiadzików” na temat honoru, ojczyzny, odwagi
i patriotyzmu. Patriotą się po prostu było, a cechy te wynosiło już z przedszkola , podstawówki , z harcerstwa
i kościoła.
Przepraszam za tę krótką dygresję i wracam do tematu. W roku 1938, a więc u schyłku kariery Wieniawa Długoszowski awansuje na stopień generała dywizji (1 stycznia), a w czerwcu zostaje delegowany do Rzymu
„by objąć stanowisko ambasadora RP przy Kwirynale. Niestety, do służby wojskowej już nie wrócił, chociaż kilkakrotnie zwracał się do premiera i Naczelnego Wodza Władysława Sikorskiego o powrót do armii. Tuż po wybuchu II wojny światowej internowany w Rumunii prezydent Ignacy Mościcki przekazuje swoje stanowisko Bolesławowi Długoszowskiemu. Wieniawa je przyjmuje i zostaje prezydentem Rzeczypospolitej. Jednakże
po niespełna 72 godzinach rezygnuje i składa prezydenturę, ciągle wierząc, że wróci do wojska. Klęskę wrześniową przeżywa bardzo boleśnie. Gdy Włochy przystąpiły do wojny, przenosi się wraz z rodziną do Stanów Zjednoczonych, do Nowego Jorku. W porcie nowojorskim oczekiwali ich przyjaciele Maksymilian Węgrzynek przyjaciel i wydawca gazety polonijnej „Nowy Świat” i dziennikarz tej gazety Piotr Yolles. Węgrzynek zaprosił podróżnych do swojego domu w willowej dzielnicy Forest Hills, udzielając im gościny do końca sierpnia, gdy z żoną powróci z urlopu.
W Nowym Jorku Wieniawa spotkał wielu znajomych z przedwojennej Warszawy. Mieszkali tam: Jan Lechoń, Kazimierz Wierzyński z żoną, artystki dramatyczne Maria Madzelewska, Zofia Nakonieczna i Jadwiga Smosowska; Jan Kiepura z żoną, malarze Eliasz Kanarek, Zdzisław Czermański i Artur Szyk, a także Władysław Daniłowski (Dan), założyciel popularnego Chóru Dana w teatrze satyrycznym Qui Pro Quo.
Długoszowski nie zamierzał marnować czasu na kawiarniane wspominki. „Tam, w mojej ojczyźnie Niemcy, wojna,
a ja tutaj” – mawiał. Dwa lub trzy razy zwracał się do naczelnego wodza Wł. Sikorskiego z prośbą o powrót do wojska. Dwu lub trzykrotnie Sikorski obiecywał, że sprawę załatwi pozytywnie, lecz nigdy nie dotrzymał obietnicy. Gdy z Londynu przyjechał major 17 Pułku Ułanów Wielkopolskich Stefan Dobrowolski, odkomenderowany przez Sikorskiego do Nowego Jorku lub Waszyngtonu na stanowisko zastępcy attaché wojskowego przy ambasadzie RP, Wieniawa sądził, że major pomoże mu w wyrwaniu się „z tego okropnego miejsca” do Londynu, do walczących kolegów. Ten jednak, choć bardzo polubił Wieniawę, nic nie mógł zdziałać (przed wybuchem wojny obaj panowie się nie znali) bez zgody Sikorskiego. W marcu 1942 roku gen. Wł. Sikorski zjawił się niespodziewanie w Waszyngtonie, wezwał Dobrowolskiego i w przyjacielskiej rozmowie m.in. zapytał: „Słyszałem, że przyjaźnisz się majorze
z Wieniawą i że często się spotykacie, Prawdaż to? Tak jest, panie generale – przyznał zagadnięty i bardzo sobie cenię, że pan generał Wieniawa obdarza mnie swoją sympatią”. Sikorski przemilczał tę szczerą wypowiedź i polecił Dobrowolskiemu, aby natychmiast sprowadził do Waszyngtonu Wieniawę. Wieniawa stawił się natychmiast na spotkanie, na którym Sikorski zaproponował mu stanowisko admirała na Kubie. Propozycję tę przyjął. Dobrowolski w swoich wspomnieniach z tamtego okresu zapisał: ,, Wieniawa to człowiek o niezłomnych, czystych zasadach
i wysoce rycerskim honorze.” Tym razem nie szukał on spotkania z Sikorskim , nie szukał żadnych łask, nie uginał się, nie szukał płatnych intratnych zaszczytów, lecz wezwał go Sikorski. Rozpoczęły się przygotowania do wyjazdu. Porządkowanie dokumentów, papierów i fotografii. Były zakupione już bilety lotnicze do Hawany na 2 lipca 1942 roku, a 1 lipca Bolesław Wieniawa Długoszowski zakończył życie. Późnym wieczorem, poprzedzającym tę datę, Wieniawę odwiedzili dwaj panowie. Nazwisk nie podaję ; są bowiem dwie różne wersje z dwóch wiarygodnych źródeł, lecz pewne jest ,że byli to przedstawiciele Rządu Londyńskiego. Wyszli dokładnie od Wieniawy o godz. 5.10 rano. Według historyka Dariusza Baliszewskiego (,,Ostatni skok Pierwszego Ułana”) dalszy ciąg wypadków był następujący: przypadkowy taksówkarz, który vis a vis domu Długoszowskich oczekiwał na klienta, popatrzył w górę i zobaczył na dachu pięciopiętrowego domu człowieka w piżamie. Człowiek ów wolniutko zbliżył się do gzymsu, chwilę postał, a następnie ukląkł, popatrzył znów w górę , jakby się modlił, ręce skrzyżował na piersi, pochylił się
i spadł głową w dół. Wersję tę trzykrotnie powtórzył policji. Na pytanie, czy człowiek ten się rzucił, odpowiedział: ,,on się nie rzucił, on się tylko pochylił, on idąc po dachu wyglądał na śpiącego, to było takie dziwne…”.
Tego samego dnia ambasador polski w Waszyngtonie Jan Ciechanowski depeszował do prezydenta Raczkiewicza
w Londynie.
„Dla Pana Prezydenta Rzeczypospolitej
Waszyngton, 1.VII. Nr. 274
Generał Wieniawa – Długoszowski wyskoczył dzisiaj rano z górnego piętra domu, w którym mieszkał w Nowym Jorku i zabił się na miejscu. W sobotę miał odlecieć do Hawany. Pogrzeb odbędzie się w piątek, będę na nim obecny wraz z pułkownikiem Onacewiczem.
Proszę o upoważnienie do urządzenia pogrzebu na koszt państwa i o przyznanie miesięcznej pensji wdowie, która zupełnie jest pozbawiona funduszów. Prasie i duchowieństwu podałem, że śmierć nastąpiła w skutek wypadku wywołanego zawrotem głowy.
Ciechanowski .”
Wersję o rzekomych zawrotach głowy generała podano jako pretekst, gdyby kościół zgłosił sprzeciw pochowania zwłok samobójcy po chrześcijańsku.
Pogrzeb odbył się 3 lipca 1942 roku na cmentarzu Calvary w Nowym Jorku. Uczestniczyło w nim około pół tysiąca osób, przyjaciele, koledzy, znajomi, polscy dziennikarze prasy emigracyjnej, członkowie polskich stowarzyszeń
na emigracji i inni Polacy mieszkający w Stanach. Amerykanie przydzielili eskortę wojskową ( coś w rodzaju kompanii honorowej), gdyż Wieniawie Długoszowskiemu , jako generałowi przysługiwał pogrzeb żołnierski.
Po nabożeństwie w kaplicy trumnę na ramionach wynieśli koledzy zmarłego z Koła Kawalerzystów.
Profesor Wacław Jędrzejewicz, zagadnięty przez reportera o przyczynę śmierci generała, odpowiedział: ,, widziałem Wieniawę, z którym byłem w bliskich koleżeńskich stosunkach, na parę dni przed śmiercią. Moim zdaniem jego zabił Rząd Londyński (…) chciał służyć ojczyźnie, jednakże nie chciano mu dać żadnego przydziału , choć wielu generałów miało przeróżne stanowiska w Londynie. Nie mógł tego znieść…”
Na grobie zmarłego postawiono granitowy krzyż z napisem:
Ś P.
Bolesław Wieniawa Długoszowski
Ambasador RP
Generał Dywizji
Kawaler Krzyża Virtuti Militari
1881-1942
Generał, któremu przyjaciele zebrani na pogrzebie odśpiewali legionową piosenkę „Śpij kolego w ciemnym grobie” – długo musiał śnić w tym grobie na obczyźnie, zanim prochy jego pochowane zostały w ojczystej ziemi.
Po niemal pół wieku wykopaną z nowojorskiego cmentarza metalową trumnę ( w doskonałym stanie) przewieziono samolotem do Krakowa , gdzie złożona została w podziemiu kościoła Ojców Reformatorów. Pogrzeb odbył się
15 września 1990 roku o godzinie 10.00.
W pogrzebie wzięli udział m.in. trzej dawni koledzy generała, szwoleżerowie i jego bratanek Leszek Wieniawa – Długoszowski, a przy nim córka Zmarłego Zuzanna, która na tę uroczystość przybyła z Londynu. Jej matka pani Bronisława nie dożyła tej chwili.
Tak zakończyła się droga życiowa tego wspaniałego patrioty, żołnierza, poety, doktora medycyny, artysty malarza, dyplomaty i Polaka, który szturmem wszedł do panteonu wielkich Polaków.
Oprac. Aleksander Baranowski, Lublin
Literatura źródłowa:
1. Dariusz Baliszewski –„Ostatni skok Pierwszego Ułana”
2. Tadeusz Witlin – „Szabla i koń” (1996)
3. Andrzej Janecki – „Ostróg brzęk”
4. Roman Loth – „Wymarsz i inne wspomnienia”
5. Bolesław Wieniawa- Długoszowski – „O kraju dzieciństwa i młodości. Kraj lat dziecinnych” (1987 – Londyn)
