Wszystkie osoby i instytucje, które chcą włączyć się w promocję Żołnierzy Tułaczy mogą pobrać nieodpłatnie ich biogramy z serwera ftp
ftp: ftp.okcjo.com.pl
login: wrzutnia2.okcjo.com.pl
hasło: eSoEkH4G
Rafał Tajpowski (1927-2001)
Zaprojektował odznakę Szkół Junackich w Palestynie
U rodzony w Zgierzu. Deportowany wraz z dziadkami na Syberię do Kopiejska koło Czelabińska. Ewakuowany wraz z Armią Polską do Iranu.
W 1942 r. p rzyjęty do Junackiej Szko ły Kadetów 2 Korpusu w Barbarze (Palestyna). Jako artysta-plastyk dokumentuje życie codzienne junaków i żołnierzy. Zaprojektował odznak ę dla 320 Kompanii Transpor t o wej w Egipcie oraz „SJ/SMO” ( Szkoły Junackiej i Szkoły Młodszych Ochotniczek).
Po wojnie pozostaje w Anglii. K ontynuuje edukację plastyczną . Z awodowo zajmuje się sztuką. Ceniony grafik i ilustrator książek. Umiera nagle. Pochowany w Leicester.
Oprac . Aneta Hoffmann, Fundacja Kresy Historii
Ocalony. Rzecz o Rafale Tajpowskim
KOPIEJSK
Kopiejsk, ZSRS, początek lat czterdziestych. W tym górniczym mieście, położonym u stóp gór Uralu, w miejscu, gdzie Europa przechodzi w Azję, mieszkał chłopiec, który chował się pod troskliwym okiem babci i dziadka i srogim (ciężką ręką) młodego wuja. Rodziców słabo pamiętał. W szkole uczono go, że Boga niema, że człowiek pochodzi od małpy. Była rozwinięta w wielkiej skale [skali] antyreligijność. Z cerkwi porobili muzeumy i kluby.
Czas wolny chętnie spędzał z przyjaciółmi na wędrówkach po okolicy.
Z początkiem 1940 roku w życiu Kopiejska nastąpiły zmiany. Sznury pociągów z zachodu przywiozły nowych mieszkańców. Chłopiec patrzył i obserwował: W 1940 roku przyjechał transport żydowskiej młodzieży. Dowiedziałem się, że wyjechali z Polski dobrowolnie na „zarobki”. Jak oni by[li?] rozczarowani, że całkiem nie jest tak jak ich agitowano. B. żałowali że wyjechali z Polski, jak oni mówili, że Polska naprzeciw Rosji jest rajem. Większość z nich okończyła uniwersytety, a w Rosji pracowali jako czarnoraboczyje. Później przybył drugi transport z rodzicami pod konwojem nkawudzistow. Razem z żydowskimi przetransportowano również polskie rodziny za Lwowa. Ludzie przebyli drogę w strasznych warunkach. Wieźli w wagonach towarowych po 60 osób w wagonie. Byli wywiezieni jako „burżuje”. Dowiedziałem się od nich, że jechali bez wody, na żadnej stacji nie pozwalano im wychodzić. Majątki, które mieli, skonfiskowali [Sowieci], mogli zabrać za sobą po kilka pakónków. [NKWD] umieścili ich na posiołku w barakach. Dwa lub trzy wagony pełne ludzi, deportowanych za Lwowa 29 czerwca 1940 roku, zostały przekierowane do Kopiejska w obwodzie czelabińskim.
Na posiołku, miejscu przymusowego osiedlenia osadzono 200–250 ludzi z deportacji przeprowadzonych między majem i czerwcem 1940 roku. (...) Ciężko pracowali w kopalniach węgla pod ziemią. Dostawali po kilkanaście rubli na miesiąc, odliczali im na drogę. Z posiołka nie wolno było wychodzić do miasta, a kto wychodził, łapano i sadzano do więzienia. Za niepójście do pracy tak samo sadzano.
Tragiczne było położenie osób starszych, które przeżyły zabójczą drogę na Syberię. Na posiołku było kilku starószków, których wywieziono samych, pracować nie mogli, umierali z głodu. W myśl zasady: kto nie pracuje, ten nie je.
Życie dzieci nie było łatwiejsze: pod przymusem musiały chodzić do szkół rosyjskich. Dużo dzieci chorowało. Choroba nagła i ciężka przykuła do łóżka dwunastoletniego Jędrzeja Syskę. Po kilku dniach wyszedł osłabiony na dwór i z miejsca stał się przedmiotem kpin i zaczepek rosyjskiej młodzieży. W jego obronie stanął jeden chłopiec. Był to właśnie Rafaił Tajpow.
Rafał wyniósł za szkoły błędne pojęcie o Polsce i Polakach. Sowieccy nauczyciele wkładali w głowy biednym dzieciom same kłamstwa, zarówno o życiu ludności w Polsce, jak i o wydarzeniach dziejowych. O Polsce uczono, że tam głód, że wieśniak niema za co żyć. Że Zachodnia Ukraina i Białoruś należą do Rosji dlatego, że Polacy w 1920 roku zabrali siłą te tereny, itd. Z jakim zdumieniem musiał słuchać opowieści członków rodziny Syski, którzy pewnie starali się wyprostować wpojone mu kłamliwe „fakty”. Chłopiec przywiązał się do rodziny Jędrka. Takiej rodziny, jakiej sam nie miał. Jedynymi osobami, którym na nim zależało byli babcia i dziadek, z pochodzenia Tatar. Jędrek i jego przyjaciel, nazywany już po polsku Rafałem, stali się nierozłączni. Zbierali znaczki i wymieniali je na ziemniaki. Spędzali wolny czas w pobliżu nieczynnej kopalni. Wieczorami bawili się w wojnę zapałkami.
EWAKUACJA
Prawdziwa wojna wkrótce nadeszła i odmieniła na zawsze życie chłopca z Kopiejska. Do posiołka zaczęły docierać pogłoski o powstającej polskiej armii i zaciągu ochotników.
Świadomość nieuchronnej rozłąki z przyjacielem musiała sprawić mu dotkliwy ból. Jędrek, który czuł to samo i przywiązał się do przyjaciela jak do brata, postanowił sobie, że ubłaga rodziców, by zabrali go za sobą. Z kolei Rafał musiał o tym zamiarze rozmawiać za swoim dziadkiem. Stary, mądry człowiek rozumiał dobrze, że dla wnuka to jedyna okazja, by mieć lepszą przyszłość i że pod opieką wykształconych, życzliwych rodziców Jędrzeja wyjdzie na ludzi. Dlatego, czując pewnie smutek z powodu rozstania, przyszedł prosić państwa Sysków, by zabrali jego chłopca za sobą. Po krótkim wahaniu p. Czesław i p. Janina wyrazili zgodę, pomimo ryzyka, jakie niosła za sobą ta decyzja. Przybrany ojciec wyprowadził liczną grupę mężczyzn i ich rodzin z miejsca przymusowego osiedlenia w Kopiejsku, aby dołączyć do formującej się Armii Polskiej w Taszlaku, niedaleko Fergany w Uzbekistanie.
Pociąg ruszył z Kopiejska na południe, przez Czelabińsk, Orenburg, Aktiubińsk i Taszkient, w kierunku Fergany. Rafał przebył drogę ukryty wśród rzeczy na półce bagażowej.
Pani Janina Syska i dzieci zostali zakwaterowani w kołchozie nieokreślonej specjalności. Dołączył do nich pan Czesław i przez pewien czas rodzina mieszkała na przedmieściach Fergany. Pan Syska znalazł pracę jako księgowy w fabryce jedwabiu. Życzliwy zesłańcom dyrektor fabryki (być może z racji polskiego pochodzenia) zatrudnił także chłopców jako pracowników fabrycznego magazynu warzyw. Dzięki wynoszonym ukradkiem ziemniakom oraz innym warzywom rodzina zdołała przetrwać trudny czas, gdy głód stale zaglądał w oczy.
Po kilku miesiącach ruszyli w drogę, mijając Gorczakowo, Samarkandę, Bucharę i Aszchabad, do Krasnowodska, portu nad Morzem Kaspijskim.
W miarę zbliżania się do portu rósł niepokój przyjaciół o Rafała. Czy uda mu się przejść przez kontrolę sowiecką jako obywatelowi polskiemu? Pan Syska wyuczył chłopca odpowiedzi na pytania, jakie mogły paść za strony sowieckich władz granicznych: Urodził się w Zgierzu, rozdzielono go z rodzicami, teraz podróżuje pod ich opieką , nazywa się Rafał Tajpowski.
Rafał przeszedł kontrolę pomyślnie. Również Jędrek. Wojskowe płaszcze dodały im lat. Nastąpiło zaokrętowanie na statek płynący do perskiego portu Pahlevi.
KADET
W nowych warunkach trzeba było zorganizować naukę najmłodszym żołnierzom. Jędrek i Rafał rozpoczęli naukę w Junackiej Szkole Kadeckiej. W 1943 roku kompanie kadeckie wzięły udział w dwóch defiladach: wojsk sprzymierzonych podczas obchodów Święta Aliantów 14 czerwca i podczas wizyty Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego 28 czerwca. W dniu, w którym odbyły się uroczystości żałobne po tragicznej śmierci gen. Sikorskiego, Rafał Tajpowski ukończył szkołę powszechną. Rozpoczął naukę w gimnazjum.
Miał także inne plany co do nauki: Zapisywali ochotników do lotnictwa. Tato mi nie pozwolił. A tak chciałem pojechać do Anglii. Kontynuował naukę w gimnazjum.
Rafał zaczął rozwijać swój talent plastyczny. Junacy uzdolnieni plastycznie udzielali się w kierowanym przez mjr. Władysława Krzyżanowskiego Kółku Miłośników Sztuk Pięknych. Rafał opisał spotkanie za swoim mistrzem: Robię zbiórkę tych, którzy zapisali się do Kółka Miłośników Sztuk Pięknych. Idziemy do majora Krzyżanowskiego. Major, wysoki, o sympatycznej twarzy i (...) siwymi włosami gładko zaczesanymi do tyłu, dzieli nas na dwie grupy. Zajęcia odbywały się po lekcjach, w szarym baraku byłego kasyna oficerskiego, w sali jasnej, obszernej, z kominkiem z niewypalonej cegły i z barwnym oknem.
Z tego okresu pochodzą jego szkice zamieszczone w miesięczniku „Junak” pod szyldem „Z teki R. Tajpowskiego”. Zgodnie z zaleceniami nauczyciela malował obrazy i szkicował scenki z życia obozowego oraz okolic, przez które podróżował. Szybkim ruchem ręki notował jak wyglądało jego otoczenie, życie codzienne w obozie najpierw w Qastina, później w Barbara, szkicował portrety kolegów i wykonał okolicznościową ilustracje do numeru bożonarodzeniowego w 1943 roku. Po południu mój instynkt malarski zaprowadził mnie pod to właśnie drzewko, skąd rozlegał się bardzo ładny widoczek na nasz obóz. Wygodnie usadowiwszy się pod nim, rozłożyłem na kolanach szkicownik i miałem już zabrać się do pracy, gdy usłyszałem za sobą czyjeś kroki. Myślałem, że są to gapie i będą mi przeszkadzać w rysowaniu. Typowe bolączki artysty pracującego w plenerze.
Adepci rysunku i malarstwa wystawiali swoje prace w świetlicy, prezentowali je na łamach pisma „Junak”. Dla Rafała chwile spędzone na zajęciach u mjr. Krzyżanowskiego należały do najprzyjemniejszych w szkole.
W 1944 roku jego projekt wygrał konkurs na odznakę przypinaną do beretu w 320. Kompanii Transportowej w Qassassin (Egipt), w której stacjonowali przybrani rodzice. Jest również autorem odznaki pamiątkowej JSK/SMO. Zbudował także model rakiety, która z sukcesem odpaliła.
WYCIECZKI
Każdemu kadetowi przysługiwały przepustki. Na wakacje i na przepustki Jędrzej i Rafał jeździli do rodziców, m.in. do Qassassin, i odwiedzali Malinę (i swoje sympatie) w szkole powszechnej dla dziewcząt w Ain Karem i młodszych ochotniczek w Nazarecie. Podczas takich odwiedzin Rafał dokonał wpisu do pamiętnika przybranej siostry, dodając do tekstu akwarelowy bukiet.
Dzięki wycieczkom krajoznawczym i obozom letnim (wakacyjnym) dzieci miały okazję poznać zabytki i obcować z fascynującą przyrodą krajów, w których przyszło im żyć i spędzić pięć lat – Palestyny i Egiptu.
Dzieci państwa Sysków spędzały wakacje w Ain Karem, gdzie związana z Armią pani Janina pracowała w szkole, i gdzie uczyła się Malina, a także w Qassassin w Egipcie – stacjonowali tam oboje rodzice. Chłopcy część wakacji spędzali na obozach letnich w miejscowości Cedry (Liban), gdzie powietrze było zdrowsze i gdzie mogli odpocząć od męczącego klimatu Palestyny.
Rafał notował w swym pamiętniku, który spisywał po polsku, wrażenia i obrazy: widoki miast, Nilu, zwierząt przy okazji wizyty w zoo. Egzotyczny krajobraz nie uwiódł go. Lubię odosobnienie i od maleństwa na skutek ciągłego obcowania z przyrodą mam głęboko wszczepione w duszy piękno przyrody. Stanowiła ona niemal całą moją egzystencję w młodości. Ale kocham przyrodę nie tutejszą, ta jest dla mnie obcą. Nieraz głęboko odczuwam jej brak. Tutaj nie mogę jej znaleźć taką, jaką pozostała mi za wspomnień dziecięcych. Nie ma już jej i nie wiem czy kiedykolwiek ją odnajdę. Tutaj zagranicą jest zupełnie coś odrębnego, coś podrzędnego, coś co się nie da określić nawet przez nikłe porównanie. Nawet to niebo mi jest takie, choć jedna i ta sama warstwa atmosfery okrywa kulę ziemską.
Na kartach pamiętnika kreślił piórem zachowane w pamięci krajobrazy kraju, który opuścił. Silne przywiązanie do bujnej przyrody ojczystych stron wyraził w autorskiej pracy, wydanej przez wydawnictwo swej Alma Mater: zilustrowane przez siebie własne wspomnienia z lat dziecięcych, z wędrówek z przyjaciółmi.
W 1946 roku Rafał zdał małą maturę i zmienił typ szkoły. Zdał egzamin do II Junackiego Liceum Mechanicznego w Kiryat Motzkin.
Miał udział w projektowaniu szaty graficznej pisma „Kadet” i być może gazetki ściennej w ramach działalności Kółka Naukowo-Literackiego.
Sporządził również spis uczniów 3. Kompanii Kadeckiej, do której należała jego klasa 3A.
Być może to on jest autorem karykatur, o których wspomina z humorem jun. Czesław Król na łamach „Junaka”: Najmilsze są jednak chwile opracowywania gazetki ściennej. Opiekun z filozoficznym spokojem odczytuje nasze artykuły, wiersze, felietony i… skreśla ustęp jeden za drugim. Tymczasem kolega T., nasz rysownik (popularnie zwany artystą), maluje karykaturalne szkice, mające ozdobić numer. (...) Na moment wywieszenia czekają wszyscy – starsi i koledzy, bo w gazetce roi się od ironii, nieszkodliwych szpileczek i …od błędów.
DO WIELKIEJ BRYTANII
W sierpniu 1947 roku nastąpiło rozstanie z Palestyną i ewakuacja szkół mechanicznych do Wielkiej Brytanii. Dzisiaj opuszczamy Palestynę. W związku z wyjazdem pobudka odbyła się o godzinie piątej. Był piękny poranek, słońce palestyńskie uśmiechało się do nas muskając ręce i twarz gorącemi promieniami. Po szosie jak codziennie mijały się wozy. Zapowiadało się dobrze. W kilka godzin później samochody angielskie wiozły już nas na stację kolejową. Jakoś smutno było żegnać Palestynę. Tyle lat spędzonych tu wyryło swoje piętno, a siła przyzwyczajenia zawsze w duszy człowieka znajdzie zakątek, z którego przy pożegnaniu szczerzy zęby. Jakoś smutno i zarazem obojętnie. Jadąc koleją, przez okno poraz ostatni przyglądałem się znajomemu krajobrazowi, którego tyle razy widziałem, będąc ciągle w podróżach. Takie znajome to, ale nie bliskie. Zna się każdy zakręt, drzewko, kamień przydrożny.
Transport zdążał do węzła kolejowego w miejscowości Lidda.
Przed Liddą pociąg nasz zatrzymali. Musieliśmy opuścić wagony, ponieważ Żydzi kilka kilometrów przed nami, tuż przed naszym przybyciem wysadzili pociąg osobowy. Anglicy zaraz podstawili nasze wozy, którymi odjechaliśmy do Liddy. (…) W czasie drogi miałem sposobność zaobserwować wysadzony transport. Wagony w bezładzie leżały po obu stronach toru. Z daleka wyglądało to jak gdyby dziecko bawiąc się pociągiem-zabawką zostawiło je zniechęcone do dalszej zabawy. Na przełaj, przez pola ku miejscu katastrofy pędziły sanitarki, a dnem podążała lokomotywa z dźwigiem. Widok ten żałosny wkrótce zniknął, samochód brał jeden zakręt za drugim. Mijał wsie arabskie i przydrożne grobowce szejków lub innych znakomitości arabskich. W Liddzie czekał już na nas pociąg. Dalsza podróż odbyła się bez żadnych wypadków. Miało się wrażenie, że jedzie się jak zawsze na urlop do Egiptu.
Rafał razem z kolegami wszedł w Port Saidzie na pokład okrętu „Orbita”, który miał ich przetransportować do Wielkiej Brytanii.
Tuż za Patellarią głęboko w morze wysuwa się przylądek Bon i trochę dalej wynurzają się z morza dwie małe skaliste wysepki. Jedziemy teraz ciągle wzdłuż brzegów afrykańskich. W nocy minęliśmy Algier. W następnym dniu oczom naszym ukazały się górzyste brzegi Hiszpanii. Góry te napełniają człowieka jakimś lękiem przed przyrodą. Niepodobno wyobrazić, aby tam mieszkali ludzie. A jednak na tej wysokości, może jeszcze na wyższych górach, leży słynna Grenada. Znów mam pecha. Gibraltar mijamy w nocy.
Ranek zastał już nasz statek na Atlantyku. Jakże zmieniło się morze! Z ciemnoszafirowego przeszło w brudnozielonkawą[e]. Czuć od razu zmianę temperatury. Zamiast delfinów coraz częściej spotyka się wieloryby. Noce robią się chłodnawe, tak że na noc zamyka się wszystkie wentylatory.
Okręt po długiej, 10-dniowej podróży zawinął do portu w Liverpoolu. Młodzież za szkół junackich została rozmieszczona w kilku obozach. Rafał przebywał w obozie wojskowym Hursley koło Winchesteru, a następnie w Millow Airfield Camp do aż demobilizacji w 1948 (lub 1949) roku.
Maturę prawdopodobnie zdał już w Wielkiej Brytanii. Swoje zdolności plastyczne rozwijał podczas studiów w Leicester College of Art , które rozpoczął w 1948 lub 1949 roku.
W 1950 roku wykonał ilustracje do: Leicester College Diary 1951, przedstawiające prace w gospodarstwie i poza nim przypisane każdemu miesiącowi w roku. Opracował również szatę graficzną wydania własnych wspomnień.
W tym czasie artysta założył rodzinę. 20 sierpnia 1949 roku odbył się ślub Rafała Tajpowskiego i Pauline Heather Higgins. Ich syn, Paul, przyszedł na świat 30 grudnia 1950 roku.
Artysta specjalizował się w grafice użytkowej. Wykonywał projekty szaty graficznej na zamówienie pracowni projektowych do materiałów promocyjnych, katalogów, ogłoszeń, a także ilustracje do książek, m.in. do powieści Harry R. Butmana Far Islands (1956),o bliskiej mu z czasów dzieciństwa tematyce przygodowej.
We wczesnych latach 50. rodzina przeniosła się do Londynu, gdzie Tajpowski pracował w prestiżowym studio reklamowym w pobliżu Trafalgar Square (samo serce Londynu!). Wykonał wiele ilustracji promujących sieć restauracji Forte.
W 1961 roku Rafał przyjął pracę w studio reklamowym w Providence, w stanie Rhode Island i we wrześniu tego roku przyjechał z rodziną do Stanów Zjednoczonych. Jednak praca ta nie satysfakcjonowała go i w 1963 roku rodzina Tajpowskich powróciła do Anglii.
W Leicester otworzył własne studio, rozszerzył zakres działalności, również w gazetach i reklamie.
W jego spuściźnie znajdują się także prace natury artystycznej, takie jak malowane akwarelą czy rysowane piórkiem portrety .Odznaczają się bogatą paleta barwną, świetnie uchwyconym podobieństwem i charakterem modela.
Rafał Tajpowski miał również interesujące hobby. Zafascynowany od małego światem przyrody, stworzył zbiór skamieniałości , które przez wiele lat wykopywał na morskich wybrzeżach. Katalogował je i wymieniał z naukowcami, m.in. z Uniwersytetu w Chicago. Inną jego pasją była filatelistyka.
Przyjaźń Rafała i Jędrzeja przetrwała długie lata, aż do nagłej śmierci artysty, która zabrała go 23 października 2001 roku. Pozostawił żonę i syna. Prochy złożono w ogrodzie St. Peter’s w Oadby, w pobliżu Leicesteru.
Pan Jędrzej i jego rodzina wspominają go jako życzliwego ludziom, pełnego empatii przyjaciela.
Należy dodać, że artysta obdarzony był także talentem literackim. Oprócz wspomnień pisał również opowiadania.
Trudno powiedzieć, jakie byłoby życie tego utalentowanego człowieka, gdyby nie wyciągnął pomocnej dłoni do Jędrka Syski. Ale historię swej znajomości z polskimi zesłańcami zawarł w kilku krótkich zdaniach. Zapoznałem się z jednym chłopcem z posiołku. Pomagałem im [rodzinie Syska?] w biedzie. Codziennie przebywałem na posiołku. Ojciec jego zaopiekował się mną. Później wyjechałem z nimi za granicę.
Marta Kawka
mgr sztuki ASP w Warszawie; pracuje w Centralnej Bibliotece Wojskowej, w Pracowni Konserwacji Zbiorów i Introligatorni; pisze pracę doktorską nt.: Żołnierskie gazetki rękopiśmienne (1941–1946).

